dzień pochmurny, dzień słoneczny
dzień za dniem się toczy
snułam się po korytarzu
żyłam w zawieszonym świecie
unosiłam sie na chmurce
bojąc się zejść na ziemię
świat przerażał
kolory były wyblakłe
aż przyszłaś ty
złota pigułka na szczęście
zeszłam na ziemię
do ludzi kolorowych
przestałam być szarakiem
stałam się kolorowym ptakiem
żyjącym w słońcu
stojącym na ziemi
twardo idę do przodu
załamaniom się nie dając
problemy poszły precz
teraz życie jest na topie
sobota, 18 maja 2013
dzień pochmurny, dzień słoneczny
dzień za dniem się toczy
snułam się po korytarzu
żyłam w zawieszonym świecie
unosiłam sie na chmurce
bojąc się zejść na ziemię
świat przerażał
kolory były wyblakłe
aż przyszłaś ty
złota pigułka na szczęście
zeszłam na ziemię
do ludzi kolorowych
przestałam być szarakiem
stałam się kolorowym ptakiem
żyjącym w słońcu
stojącym na ziemi
twardo idę do przodu
załamaniom się nie dając
problemy poszły precz
teraz życie jest na topie
dzień za dniem się toczy
snułam się po korytarzu
żyłam w zawieszonym świecie
unosiłam sie na chmurce
bojąc się zejść na ziemię
świat przerażał
kolory były wyblakłe
aż przyszłaś ty
złota pigułka na szczęście
zeszłam na ziemię
do ludzi kolorowych
przestałam być szarakiem
stałam się kolorowym ptakiem
żyjącym w słońcu
stojącym na ziemi
twardo idę do przodu
załamaniom się nie dając
problemy poszły precz
teraz życie jest na topie
pukałam do drzwi bram
nie wiedząc co czeka za ich wrotami
i weszłam do piekieł krainy
przepłynęłam morze gówna
i wylałam setki tysięcy łez
aż doszłam do granic nieba i piekła
skoczyłam i zatrzymałam się pośrodku
i wtedy magiczna siła mnie pchnęła
dostałam się do nieba bram
weszłam i żyłam tam krótko
wspomnień chwil nieczystych
nie umiejąc zapomnieć
wtedy znów wpadłam w dół
zaczęłam się staczać po zboczu
i wtedy jak nigdy zawołałam
raju - wróć do mnie
złapałam się gałęzi drzew
po nitce pajęczyny mozolnie rozpoczęłam wspinaczkę
nie wiedząc co czeka za ich wrotami
i weszłam do piekieł krainy
przepłynęłam morze gówna
i wylałam setki tysięcy łez
aż doszłam do granic nieba i piekła
skoczyłam i zatrzymałam się pośrodku
i wtedy magiczna siła mnie pchnęła
dostałam się do nieba bram
weszłam i żyłam tam krótko
wspomnień chwil nieczystych
nie umiejąc zapomnieć
wtedy znów wpadłam w dół
zaczęłam się staczać po zboczu
i wtedy jak nigdy zawołałam
raju - wróć do mnie
złapałam się gałęzi drzew
po nitce pajęczyny mozolnie rozpoczęłam wspinaczkę
18 z 26
i co dalej
tak po prostu
koniec
łzy
płacz
ciągła niepewność
przecież tak było zawsze
dzień za dniem
walczyłam
przegrywałam
i wygrywałam
a mimo to byłam
zawsze pod ręką
na każde skinienie
rzucałam wszystko
ja wiem
życie ze mną
łatwe nie było
przyjemne nie zawsze
pętla na szyi
nóż w ręku
wypadek na ulicy
zamknięcie w domu
szpital
terapia
kolejne leki
zmiany nastroju
wciąż strach
ciągła niepewność
wieczna obawa
zmęczenie
ale gdy święto przyszło
pierwsza wyciągałam rękę
od lat tradycja
listopada 25 wspólnego
przechodziłam góry i doliny
wstawałam i upadałam
i nadal walczę
nie poddam się
choć już bez ciebie...
i co dalej
tak po prostu
koniec
łzy
płacz
ciągła niepewność
przecież tak było zawsze
dzień za dniem
walczyłam
przegrywałam
i wygrywałam
a mimo to byłam
zawsze pod ręką
na każde skinienie
rzucałam wszystko
ja wiem
życie ze mną
łatwe nie było
przyjemne nie zawsze
pętla na szyi
nóż w ręku
wypadek na ulicy
zamknięcie w domu
szpital
terapia
kolejne leki
zmiany nastroju
wciąż strach
ciągła niepewność
wieczna obawa
zmęczenie
ale gdy święto przyszło
pierwsza wyciągałam rękę
od lat tradycja
listopada 25 wspólnego
przechodziłam góry i doliny
wstawałam i upadałam
i nadal walczę
nie poddam się
choć już bez ciebie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)